Dolomity nadchodzę.

Nadejszła chwila cenna. Jak małe dziecko odlicza do wakacji, jak niemowle szuka cyca matki, ja odliczam do kolejnego wyjazdu motocyklowego. Jest to jeden z elementów życia, który pozwala mi odetchnąć pełną piersią. W tym roku było parę pomysłów Noth Cap, Maroko, etc, ale z różnych powodów jako główny cel podróży obrałem Stellvio Pass – Mekka motocyklistów. Tak, Tak wiem, ktoś mógłby powiedzieć, oklepane nic specjalnego, masówka etc.., ale dla mnie ni tylko cel się liczy ale może przede wszystkim droga do celu, kompani z którymi jadę, przygody które przeżyje podczas jazdy. Ostatnio w podczas powrotu z Grossglocknera nawigacja w Chechach wyprowadziła mnie w samo pole ( pozdrawiam przy okazji Tonego i Karinę, którzy na motocyklach sportowych musieli zmierzyć się z kocimi łbami i szutrową drogą – jak w Rumuni.) Niestety w tym roku w trochę mniejszym gronie niż zazwyczaj, ale za to z żoną 🙂 Ekscytacja jest tak wielka, że w zasadzie dzięki temu nie martwią mnie problemy w pracy, nerówka w domu. Zastanawiam się jak mam doczekać piątku. Nawet prognoza pogody, która jeszcze do piątku pokazywała, że będzie ok a wczoraj zmieniła się na kompletna klapę nie jest mnie w stanie wyprowadzić z pewnego rodzaju ekstazy. Cieszę się, że mam dzięki temu jeszcze to coś z dziecka. Jest to pewnego rodzaju substytutem braku możliwości realizowania się na innych obszarach. W tym tygodniu z Maurycym dopieściliśmy nasze maszyny aby było bezpiecznie i niezawodnie. Przygotowaliśmy rzeczy zbędne i niezbędne. Zapewne czegoś zapomnieliśmy ale to nie ma znaczenia. Dalsze relacje pewnie już z drogi.

preapering
moto tył1
I mapka podróży
Włochy Austria 2016